poniedziałek, 8 marca 2010

Miłość..? Prosze Cie.. Odejdź...

Czym jest prawdziwa miłość? Ta którą wyczekujemy, ta która się nam przydarza, albo i nie.. Ta za którą tak tęsknimy? Ta wieczna, niezmienna... Miłość?

Miłość działa jak narkotyk. Opowiem Ci o swoim uzależnieniu.

Zauważyłem że przychodzi tutaj codziennie o tej porze, ja też przychodzę. Czasami się zastanawiam czy głównie nie po to by ją zobaczyć... Jest piękna, w dodatku uśmiecha się do mnie ile razy mnie widzi. Chyba się jej podobam :)
Zaczęliśmy z sobą rozmawiać :D Ma zupełnie inny punkt widzenia od mojego, jest taka.. Odmienna, ciekawa, interesująca, intrygująca. Zakochałem się. Byłem zupełnie rozkojarzony, jedyne o czym mogłem myśleć to była Ona.
Spędzanie z nią czasu za każdym razem było tak przyjemne, że szybko się od tego uzależniłem. Od tego uczucia, gdy jesteśmy razem, gdy nie liczy się nic innego. Gdy nie ma nic poza nami, tylko ja i Ona. Stało się to czymś normalnym. Zacząłem tego oczekiwać, rozczarowywać się, gdy to uczucie się nie pojawiało.
Z czasem jak narkoman, stałem się żebrakiem miłości... Groziłem, prosiłem, żebrałem, wszystko by dostać chociaż odrobinkę poczucia bycia kochanym.
Jak z narkotykami, na początku było bosko, wesoło i kolorowo. Skończyliśmy jak żebrzący o działkę zniszczeni życiem ludzie, nie mogący dać z siebie nic, bo nic nie pozostało.
Odeszła... Zostawiła mnie... A ja się zabiłem.
Teraz jestem kimś zupełnie innym. Świadomie zabiłem swoje stare "ja".
Nie chce wracać do tego co było. Chociaż właśnie to co było, nauczyło mnie tego, co wiem. A wiem, że nic nie wiem. Poza miłością nie znam nic. Ale kocham inaczej niż kiedyś... Zupełnie inaczej :)
Więc pytam, czym jest miłość?

4 komentarze:

  1. Anonimowy8/3/10 01:13

    'Jesteś jak mój narkotyk lecz raczej ciężki(...)'

    No cóż, odstawienie ulubionego środka odurzającego to nie lada wyczyn. Coś o tym wiem... Ale jeśli coś nas wyjada od środka jak robal, to po co to żreć? ( Ależ gdzie, mało kto uzależniony przyzna się że ma z tym problem ;) )
    Na początku detoksu jest strasznie ciężko. Nie można normalnie funkcjonować. Ale z czasem jest coraz lepiej. Aż człowiek zupełnie wychodzi z tego bagna i jedyne co czuje to cholerną ulgę, którą często myli z toksyczną tęsknotą.
    Organizm się regeneruje, cera wraca do siebie, wlosy nie wypadają, organy się oczyszczają.
    Czyli jak widać - same zalety.
    Nie odpowiem Ci na pytanie co to miłość. Ale powiem Ci czym nie jest - NIE JEST ŻADNYM UZALEŻNIAJĄCYM GÓWNEM.
    Nie można się dać jej omotać, nie można się tak choro przyzwyczajać. Trzeba potrafić robić sobie przerwy w braniu, próbować od czasu do czasu, a nie non stop i ile tylko wlezie. Bo frajda to króliczka gonić a nie dusić w objęciach.

    I jeszcze jedna metafora. Mam znajomą. Kiedyś siedziała w tym bagnie po uszy. Nie dość że brała to handlowała... Opowiadała, że nie raz nie miała kasy na działkę. Ale nawet, jeśli głód ją ssał od środka jak odkurzacz ona nigdy nie puściła się za dragi. NIGDY. Chociaż mogła nie raz i nie dwa. Przez to miała ogromny szacunek w gronie narkomanów. Jaki wniosek?
    Nie warto żebrać o dragi. Nie warto je zdobywać za każdą cenę. Nie warto się w ten sposób upadlać. Nie warto wypalać swojego środka dla kilku chwil ekstazy. Choćby była nie wiadomo jak przyjemna i wspaniała. Jak się już w to bawić to z głową - nie bez opamiętania! Bo to prowadzi na dno ... A dno nie jest dla Ciebie, wierz mi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Co byś zrobił mając drugie życie? ,,Nie brałbym tego gówna...". Tym optymistycznym akcentem, posłużę się mój drogi przyjacielu, aby zacząć temat. Ustosunkuję się do "dojrzałego" stanowiska mojego przedmówcy. Piszesz jak człowiek z poważnymi problemami narkotycznymi, sięgającymi wręcz w temat "Requiem dla snu" czyżby problem z Helenką?. Cieszę się drogi przedmówco, jeśli zwalczyłeś problem. Ale nie o dragach tu mowa. Póki co chyba obaj drogi przyjacielu (taka mała dygresja przedmówco- ale do Ciebie wrócę.) jesteśmy obydwaj na etapie leczenia się z silnego przedawkowania rzeczywistości. Czy jak narkoman? Tak, z całą pewnością. Póki co, etap objawów odstawiennych, ewentualnie detoksykacja organizmu dobiega końca. Choć wg. mnie (i mowa tu do Ciebie również drogi przedmówco) skupmy się raczej nad typem tego uzależnienia. Czy jest to uzależnienie typowo fizyczne? czy typowo psychiczne? Zastanów się dobrze, przemyśl i powiedz... Fizyczne? Jest mnóstwo substytutów, w wypadku miłości (narkotyku?). Dobrym zamiennikiem, jest zwyczajny, prosty, zwierzęcy sex. Fizyczna potrzeba miłości? Dlaczego nie: Chwila zapomnienia w czyichś ramionach, nic nie znaczący pocałunek, spacer za rękę z osobą, która jest nam obojętna. Okrutne? Więc co z morfiną podawaną jako środek zastępczy dla narkomanów? To też jest okrutne?
    Uzależnienie psychiczne? No cóż, tutaj można napisać doktorat. Postawmy znak równości między miłością, a lekami psychotropowymi. Dla uzależnienia psychicznego, raczej nie znajdziemy substytutu. Przypadkowy sex, czy spacery, całowania etc. nie pomogą raczej, w zastąpieniu substancji (osoby). Należy jednak rozerwać to błędne koło i zależnie od siły swojej woli zdać sobie sprawę z zaistnienia problemu oraz niemożności pozbycia się go. Pierwsza faza uzależniona jest od Ciebie drogi przyjacielu oraz szanowny przedmówco. Drugim etapem jest np. terapia pracą, nie myślisz - nie robisz, lub systemy wspólnot dwunastkowych: jak np. AA czy AN, lub Hipnoza.
    Jeśli teoria uzależnienia fizycznego, zostaje obalona, a pozostaje tylko uzależnienie psychiczne. To czy możesz porównać miłość do narkotyku? Czy raczej do choroby psychicznej?
    Jako zręczną puentę, mój drogi przyjacielu. Muszę obalić mój wstęp. Bo jak można brać to gówno, skoro nie jest nałogiem, a chorobą?

    P.S. Szanowny przedmówco, opowiadanie jakiejś sytuacji z życia, nie jest metaforą, a anegdotą z całym szacunkiem do Ciebie, proszę nie rań mojego poczucia estetyki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Szanowny Przedmówco Wrażliwy Estetycznie! - do Twojej wiadomości: anegdota to krótkie, dowcipne opowiadanie z humorystycznym zakończeniem, a przytoczona wyżej historia życiowa raczej taka dowciapna nie jest. Autor (Autorka?)tego postu w moim przekonaniu słowa metafora używa w odniesieniu owej historii uzależnienia od narkotyków do uzależnienia od drugiej osoby.
    Ale mniejsza już z tym całym nazewnictwem, wnioski płynące z postu są dla mnie ok.
    Twoja definicja miłości jako swego rodzaju choroby psychicznej również przypadła mi do gustu, w niektórych przypadkach można by mieć nadzieję, że zadziała jakiś lek-psychotropek!
    Najsmutniejsze jest chyba to, że człowiek ogarnięty tym swoistym szaleństwem wcale tego nie zauważa i dopiero potem, jak jest już taki pokaleczony i połamany - dopiero wtedy zaczyna czuć, że coś tu jest nie tak, coś tu jest nienormalnie. Może takim antidotum jest własna duma - mi pomogło, choć jak każdy uzależniony wpatruję się wciąż w ekranik telefonu czekając na "masz nową wiadomość"...

    OdpowiedzUsuń
  4. No Dyć :)9/3/10 22:49

    "Masz nową wiadomość..." pięknie określone i trafione w 10siątkę. Dziękuję, za lekko uszczypliwą odpowiedź :)

    OdpowiedzUsuń