sobota, 8 stycznia 2011

Jak słodko zostać świrem! :-D

Jak słodko, miło, prosto i przyjemnie jest zostać świrem.
Wreszcie można być naprawdę sobą! Można pozwolić sobie na odrzucenie wszystkiego z czym się człowiek nie zgadza. Bo i czego innego spodziewać się po wariacie?
Na ile osobliwości człowiek może sobie pozwolić, gdy przestaje się katować swoją opinią na temat opinii ludzi na jego własny temat.
No właśnie.. Ale gdyby wszyscy naraz powariowali, świat mógłby stać się nie do zniesienia. Może dlatego ktoś wymyślił etykę..? Żebyśmy w pędzie własnego wariactwa nie pozagryzali się jak szczury z obcego stada?
Czasem wydaje mi się, że to ta sama jegomość która stworzyła podziały. Skoro coś zaczynamy dzielić, trzeba stworzyć do tego prawo. Prawo musi być zaakceptowane, żeby działało. W zasadzie mamy specjalnie powołane służby, żeby tą akceptację pospolicie przyjętego prawa przyjmować.
Lecz czym byłby człowiek, bez prawa?

niedziela, 28 marca 2010

Ludzie jak płatki śniegu.

Każdy człowiek jest jak płatek śniegu, każda osobowość jest jak płatek śniegu.
Każda jest wyjątkowa i niepowtarzalna. Nie ma drugiego takiego człowieka, jakim jesteś Ty. Nawet, jeśli masz jednojajowego bliźniaka, i od dzieciństwa wszystko razem dzielicie, ani On nie jest Tobą, ani Ty – Nim.
Powstałeś z połączenia dwóch z pozoru zupełnie od siebie różnych energii – męskiej i kobiecej. Tylko raz, jeden jedyny raz w historii całej ludzkości zdarzyło się to spotkanie, Twojego Ojca z Twoją Matką. Uwierz mi, że nie siedzieli wtedy w kościele, wybuchła między nimi namiętność, nic się nie liczyło poza tą chwilą, zatraceni w miłosnym uścisku, zatraceni w dawaniu i otrzymywaniu miłości. (Nie myślący wtedy bynajmniej o antykoncepcji :P)
Powstałeś i narodziłeś się dzięki tamtemu dniu, tamtej nocy, gdy to się stało, gdy Twój Tata był Królem dla Twojej Mamy, gdy Twoja Mama była Boginią dla Twojego Tatki :) Jesteś dzieckiem miłości. Nawet, jeśli Twoi rodzice, się rozwiedli.. Nawet, jeśli nigdy nie znałeś swojego ojca, nie może ulegać żadnej wątpliwości, że wtedy byli jednym umysłem, jednym ciałem, dzielili razem każdy oddech.
No, ale dość o rodzicach.
Może byłeś planowany, może pokochali Cię z czasem… Jesteś wyjątkowy, jedyny i niepowtarzalny jesteś jak płatek śniegu. Wszystkie płatki z pozoru i pod pewnymi względami są do siebie bardzo podobne, ale gdy dokładniej się im przyjrzeć dostrzegamy coraz więcej różnic.
Powód, dla którego nawiązałem do Twojego poczęcia jest taki, że Twoi rodzice, byli wtedy jak płatki śniegu na słońcu, stopili się w jedną całość, nie było granic, nie było różnic. Nie było rodziców, nie było kobiety, nie było mężczyzny, była namiętność, była miłość.
Czym w tej metaforze jest słońce..?
Dla mnie to miłość.
Miłość, w której rozpływa się moje „ja”. Miłość, która sprawia, że jestem kroplą wody niczym nie uwarunkowaną, nie ukształtowaną, zmienną jak warunki dookoła. Dopiero w tym stanie, gdy jest się kroplą wody, można połączyć się z inną kroplą i stworzyć jeszcze większą kroplę… Wody… Dobrze wiesz, że bez wody nie może istnieć życie.
Bardzo łatwo i pięknie jest o tym pisać. Ale gdy jesteś płatkiem śniegu, czujesz jak się zaczynasz roztapiać w słońcu. To, gdy jesteś przywiązany do swojej płatkowo śnieżnej postaci, może Cię to przerazić. Stopniowo rozpuszczasz się, rozpływają się granice między Tobą a innymi. Zaczynasz rozumieć, że niczym nie różnisz się od innych ludzi. Wszyscy jesteśmy wodą. Serio, w co najmniej 70% :P
Gdy prawdziwie pokochasz, cały świat, (nie mam na myśli miłości do jednego człowieka; kochanka, kochanki), zauważysz, że płatek, którym do tej pory byłeś gdzieś zniknął. Że tak naprawdę to go nie ma… Więc kto kocha? Gdy nie będzie podmiotu (tego, który kocha) nie będzie przedmiotu (tego, co jest kochane). Co zatem pozostanie..?
Wszystko; nic tak naprawdę nie zniknie, nic się nie pojawi. Zamiast Twojego ja, będzie niczym nieskrępowana, bezwarunkowa miłość.
Życzę tego z całego serca Wam moi kochani, jak i sobie, abyśmy nie tyle kochali, co sami stawali się miłością. I choć może trąci to tanim romantyzmem, to mam to gdzieś :P

środa, 24 marca 2010

O spotkaniu ze Stwórcą - Henry Drummond

"W tej najważniejszej dla człowieka chwili nie padnie pytanie, jak żyłem, ale jak kochałem.
Ostatecznym rozstrzygnięciem tych poszukiwań będzie siła naszej miłości. Bez znaczenia okaże się, to, co zrobiliśmy, w co wierzyliśmy, co osiągnęliśmy.
Z tych rzeczy nikt nas nie będzie rozliczał, ale odpowiemy za to jak kochaliśmy najbliższych. W niepamięć pójdą błędy. Nie zostaniemy osądzeni za popełnione zło, lecz za dobro, którego nie uczyniliśmy. Albowiem trzymać miłość zamkniętą w sobie to postępować wbrew woli Boga; to dowód, że nigdy Go nie poznaliśmy, że kochał nas na próżno."

czwartek, 18 marca 2010

Co to jest Wszystko?

Są to po prostu:
- Oko i widoki
- Ucho i dźwięki
- Nos i zapachy
- Język i smaki
- Ciało i dotyk
- Intelekt i myśl

wtorek, 9 marca 2010

Skąd sie biorą złe nastroje?

Z przyzwyczajenia :)

Skąd się biorą nastroje i czym się różnią od emocji?
Czy jest tak jak podaje wiki, emocja to reakcja na bodziec..?
Mi się wydaję, że jest to reakcja na interpretację tego bodźca.
Posłużę się prostym przykładem. Wyobraź sobie że:
Idziesz dobrze znaną Ci ulicą, widzisz dobrze znaną Ci osobę. Uśmiechasz się, machasz, wołasz, ale ona przechodzi udając, że Cie nie widzi.
Zaczynasz zastanawiać się dlaczego osoba przeszła obojętnie obok? Co się stało, czym zawiniłem, czym ją do siebie zraziłem? Czy straciłem przyjaciela? Dlaczego ludzie tak na mnie reagują? Co ze mną nie tak..?
Być może przypomni Ci się ile razy zawiodłeś się na różnych ludziach..?
A może pomyślisz, że ten ktoś Cię po prostu nie zauważył, albo był czymś zamyślony..?
To jak zaczniesz interpretować tą sytuację w dużej mierze zależy od tego w jakim jesteś nastroju.
Czasami wystarczy jedna myśl, żeby pogrążyć się w smutku i rozpaczy.
Pytam tylko, dokąd to prowadzi?

poniedziałek, 8 marca 2010

Miłość..? Prosze Cie.. Odejdź...

Czym jest prawdziwa miłość? Ta którą wyczekujemy, ta która się nam przydarza, albo i nie.. Ta za którą tak tęsknimy? Ta wieczna, niezmienna... Miłość?

Miłość działa jak narkotyk. Opowiem Ci o swoim uzależnieniu.

Zauważyłem że przychodzi tutaj codziennie o tej porze, ja też przychodzę. Czasami się zastanawiam czy głównie nie po to by ją zobaczyć... Jest piękna, w dodatku uśmiecha się do mnie ile razy mnie widzi. Chyba się jej podobam :)
Zaczęliśmy z sobą rozmawiać :D Ma zupełnie inny punkt widzenia od mojego, jest taka.. Odmienna, ciekawa, interesująca, intrygująca. Zakochałem się. Byłem zupełnie rozkojarzony, jedyne o czym mogłem myśleć to była Ona.
Spędzanie z nią czasu za każdym razem było tak przyjemne, że szybko się od tego uzależniłem. Od tego uczucia, gdy jesteśmy razem, gdy nie liczy się nic innego. Gdy nie ma nic poza nami, tylko ja i Ona. Stało się to czymś normalnym. Zacząłem tego oczekiwać, rozczarowywać się, gdy to uczucie się nie pojawiało.
Z czasem jak narkoman, stałem się żebrakiem miłości... Groziłem, prosiłem, żebrałem, wszystko by dostać chociaż odrobinkę poczucia bycia kochanym.
Jak z narkotykami, na początku było bosko, wesoło i kolorowo. Skończyliśmy jak żebrzący o działkę zniszczeni życiem ludzie, nie mogący dać z siebie nic, bo nic nie pozostało.
Odeszła... Zostawiła mnie... A ja się zabiłem.
Teraz jestem kimś zupełnie innym. Świadomie zabiłem swoje stare "ja".
Nie chce wracać do tego co było. Chociaż właśnie to co było, nauczyło mnie tego, co wiem. A wiem, że nic nie wiem. Poza miłością nie znam nic. Ale kocham inaczej niż kiedyś... Zupełnie inaczej :)
Więc pytam, czym jest miłość?

niedziela, 7 marca 2010

Sen życia?

Czy życie ma jakiś głębszy sens?

Jeśli czegoś pragniemy - cierpimy, jeśli oczekujemy, możemy się rozczarować. Gdy mamy nadzieję, także. Jaki jest sens życia..?

Bycie, trwanie z chwili na chwile, z chwili na chwile? Spodziewając się niespodziewanego, że w każdej chwili możemy odejść?

Co jest w życiu ważne? Nowy samochód? A zdążysz się nim nacieszyć?
Dzieci? Bo one mają szanse spełnić Twoje marzenia..? One mogą dostać to czego Ty nigdy nie miałeś..? A jeśli tego nie chcą?

Znaleźć miłość? A czymże jest miłość? Porywem serca, wierszem napisanym do szuflady? Nigdy nie zaśpiewaną balladą?

Czy jest w życiu coś co jest? Co nie przeminie szybciej od nas samych? Coś stałego co można by nazwać sensem, albo celem?

Ile warte jest życie?
Tyle co wszystko to co moglibyśmy w życiu osiągnąć..?
Czy raczej tyle co pojedynczy oddech?